Tęsknota we mnie siedzi
Jak drucik z miedzi
Się żarzy, parzy i parzy
Tęsknota towarzyszy mi od wielu lat.
Jest uczuciem, z którym zaznajomiłam się już dawno, to z niej
wychodzą moje stany poddepresyjne. Jestem, można powiedzieć, do
tęsknoty przyzwyczajona – a jednak ciągle nie potrafię jej
zaakceptować. Ponieważ boli. I jest to ból, do którego tylko
pozornie można się przyzwyczaić.
Zaczęłam chronicznie tęsknić w
wieku dziewięciu lat. Tęskniłam za Tatą, za Miastem Ł, za domem,
za życiem, z którego zostałam gwałtowanie wyrwana wraz z rozwodem
rodziców.
Tęskniłam oczywiście za
przyjaciółmi, szczególnie za tą dwójką tak zwanych najlepszych.
Wspólne chwile – zdarzające się w najlepszym wypadku raz na
półtora miesiąca – chwytaliśmy zachłannie i wykorzystywaliśmy
do oporu. Już nikt nam nie zwróci z nawiązką tych kilku lat.
Później przyszła obsesyjna tęsknota
za kolejnymi zawiedzionymi miłościami. Nawet nie wiadomo kiedy
mieszała się z nadzieją, dając złudne poczucie, że kiedyś w
końcu to tęsknienie się wypełni i zakończy, a zakończenie
będzie szczęśliwe i satysfakcjonujące. Nic bardziej mylnego.
Apogeum niecierpliwości spotęgowanej
tęsknieniem osiągnęłam przy ostatniej, rozwleczonej na około
trzy lata próbie relacji z mężczyzną. Bo ileż, kurwa, można
czekać. Tę tęsknotę postanowiłam uśpić. Czasami nie panuję
nad wspomnieniami, a wtedy ona podnosi łeb i warczy, przypominając
o sobie. Czy może raczej skamle, bo sama jestem świadoma, że
nadzieja na tę jedną relację jeszcze gdzieś się we mnie tli.
A teraz przyszła ta najgorsza,
wyżerająca od kilku miesięcy duszę. Tak się mówi – depresja,
czyli rak duszy. Tyle że wciąż jestem pewna swojego odczucia, że
to nie depresja, a stany -pod. Poddepresja
i wielka tęsknota. Ciągły brak. Ktoś tutaj był i był,
i nagle zniknął, i uporczywie go nie ma. To
się tak ładnie znaczeniowo dopełnia: jestem kotem, kotem w pustym
mieszkaniu, kotem, któremu kogoś zabrakło. Dla tego kogoś, kogo
brakuje, byłam kotkiem.
Receptą na
tęsknotę byłoby nie uciekać. Zakończyć po ludzku. Nie
rozgrzebywać tego żywego mięsa widelcem. Niestety dwie pierwsze
recepty nie zależą tu ode mnie, a od elementów brakujących, za
którymi się tęskni. Ten trzeci trochę bardziej może być moim
udziałem, ale również nigdy do końca. Tęsknota jest. Jak
plama na duszy, która wżarła się tak głęboko, że nie można
jej już niczym wywabić. A przynajmniej nikt mnie jeszcze w życiu
skutecznie nie przekonał, że można boleśnie nie tęsknić.
Największa
tęsknota jest zawarta w dźwiękach, zaraz potem – w zapachach.
Jest też tęsknota za miejscami, w których się przebywa,
wspominając poprzednie przebywanie.
Zauważam, iż
powszechnie postrzega się tęsknotę najczęściej jako wzajemne
uczucie dwojga ludzi – rzadziej po prostu jednostki w stosunku do
kogoś, a prawie nigdy jako wzajemne tęsknienie więcej niż dwóch
powiązanych ze sobą osób. Oraz jako stan przejściowy: tęsknię
za tobą, misiu, ale niedługo się zobaczymy, ja też za tobą
tęsknię, no to bye, do zobaczenia. Takie tęsknienie symboliczne,
nowoczesne. Staram się nie uogólniać, to tylko moje obserwacje.
Głęboko i stale
nurtująca kwestia: czy to, że inni mają gorzej, nie daje mi prawa
do smutku? Ludziom umierają nagle całe rodziny, dzieci widują
swoich rodziców pracujących za granicą tylko na Skypie, a w
fizyczym świecie – raz na rok lub dłużej. To dopiero powody do
tęsknoty. A ja mam, moglibyście powiedzieć, taką fanaberię (choć
to wcale nie fanaberia, a przypadłość) – po prostu przeżywam
niektóre rzeczy za głęboko. Dzisiejszy świat mówi: ogarnij się,
weź się w garść, będą następne sytuacje, następne osoby.
Chociaż umarł ci świat, wiosna przyjdzie i tak, śpiewała kiedyś
Kayah - i ja kochałam tę piosenkę, bo uwielbiam Kayah. Kiedyś
nawet ciężkich piosenek słuchało się lżej, bo bez życiowej
świadomości.
Czy tęsknota to naprawdę taki rzewny, żałosny objaw słabości? Naprawdę muszę zawsze udawać, że dobrze się trzymam i nic mnie nie rusza? Zagłuszać naturalny instynkt, który mówi mi, że czegoś (kogoś) brakuje?
Zawsze tak
tłumaczyłam swoją niechęć do fizycznej autoagresji:
wystarczająco cierpię psychicznie, by dokładać do tego cierpienie
fizyczne, i to na własne życzenie – po co mi to? Rodzajem
oczyszczenia są występy, a raczej ten jeden konkretny kawałek, w
trakcie którego pozwalam się mojemu scenicznemu ja gryźć w
skórę, policzkować własną ręką, drapać i rozmazywać w pewnym
momencie czerwoną farbę, która przez pierwsze kilka chwil jest
sercem namalowanym na moim ramieniu. Iggy Pop, "Cry for love".
Przyszedł do mnie niespodziewanie, w końcu nie jest najbardziej
znanym utworem pana Iguany. Jest to jakaś forma terapii, fakt. Ale
nie prowadzi do zagojenia rany. Do końca tęsknoty.
Oddzielam tęsknotę
od smutku. To uczucia silnie związane, jednak nie tożsame. Tęsknota
to nieświadome odliczanie minut po wstaniu z łóżka: po ilu
minutach przypomni o sobie dziura w sercu? Zwykle odliczanie nie trwa
dłużej niż do porannego prysznica lub mycia zębów.
Wiecie co? Ostatnio
jest nieźle. Narzuciłam sobie rygor higieny psychicznej, co oznacza
unikanie konkretnej muzyki, miejsc, kręgów zainteresowań. Męczę
się przy tym. Błędne koło.
Tak, są różne
rodzaje tęsknoty. Tęsknię za moją Sunią, która opuściła ten
świat siedem lat temu. Tęsknię za przyjaciółmi z innych miast,
bo dają mi dobrą energię, bez której chwilami przysycham jak
wyjęta z wody. Tęsknię za Padre, bo czasem jesteśmy oboje tak
zapracowani, że nie mamy nawet czasu i natchnienia na zwyczajową
dłuższą rozmowę, która zawsze daje mi trochę siły. Tęsknię
za mieszkającą w Anglii przyjaciółką, która zna mnie najdłużej
ze wszystkich osób poza rodziną i rozumie jak nikt inny. I tęsknię
też za kawałkiem życia, który skończył się wcześniej, niż
miał. Tęsknota wynika z niedosytów. Być może w tym nowoczesnym
reżimie nietęsknienia nie warto się na niej skupiać.
Zapomina się czasem, jak bardzo mimowolnym jest uczuciem.
Jest jedno
lekarstwo wypełniające dziury w sercu – powiedzenie tym kilku
osobom, jak (wciąż/jeszcze/nadal/mimo wszystko/zawsze/nielogicznie)
bardzo są dla mnie ważne i/lub jak bardzo je kocham, każdą w
trochę inny sposób. Lekarstwo to marne, bardziej suplement. O
działaniu odłożonym w czasie. No i czasem całą wieczność czeka
się na okazję, by z niego skorzystać.
PS. Za Nią też tęsknię.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz