środa, 5 października 2016

Moim przyjaciołom konserwatystom

(Tytuł to gorzka parafraza tytułu cyklu "Moim przyjaciołom Żydom", gdyby ktoś jeszcze się nie zorientował. Gorzka parafraza, bo sens serii kolaży Władysława Strzemińskiego o tej nazwie zasadzał się żałobie po Holokauście, na cierpieniu i współczuciu. W konserwatystach nie ma cienia współczucia dla ofiar przemocy wobec kobiet i osób o żeńskich narządach płciowych. Ja natomiast nie mam przyjaciół-konserwatystów. Ale znajomych - owszem.)

"W piekle jest specjalne miejsce dla kobiet, które nie wspierają innych kobiet" – słyszałyście/liście to kiedyś? Wcale nie chodzi o to samo piekło, do którego zapewne poszła Maria Czubaszek, bo w niebie obowiązuje zakaz palenia. Moją czarę goryczy w tej sprawie przelały wczoraj słowa osoby o skrajnie innych od moich poglądach, deklarującej się jako zagorzała katoliczka, i wszędzie rozsiewającej pyłki dobrej chrystusowej nowiny i bożej miłości oraz tradycji polskorodzinnobogoojczyźnianokatolickiej. Pytacie pewnie, po co podnoszę sobie ciśnienie, zachowując takie (dawno już wygasłe w świecie realnym) znajomości na Facebooku?  Otóż nie uważam, że odgradzanie się murem i zamykanie w lewaczej krainie szczęśliwości i marzeń o równych prawach było rozsądnym wyjściem. Toleruję więc te głosy z innego świata z zawodową ciekawością kulturoznawcy. Ale kiedy widzę z uporem maniaka powtarzane frazesy o dzieciach nienarodzonych, stawiające kobiety usuwające ciąże na pozycji samego diabła z rogami i kopytami i/lub rozpasanych samolubnych dziwek, kiedy patrzę na dane porównujące rzekome liczby "abortowanych dzieci z zespołem Downa" (według tych danych - dużo) do ogólnej liczby legalnych aborcji, robi mi się słabo z wściekłości. Kto mieczem wojuje, od miecza ginie - a jednak mam ochotę życzyć autorkom takich postów samotnego wychowywania gromadki ciężko upośledzonych dzieci. Hamuję się jednak przed tym życzeniem bo wiem, że nie czyni mnie ono lepszym człowiekiem od tych, którzy chcą skazać polskie kobiety na śmierć, cierpienie i przerażającą niewiedzę, wynikającą z zaostrzenia wiadomej ustawy.

Wiadomo prawie na 100%, że nie przekonamy siebie nawzajem – ani tak zwani prolajferzy nie wmówią setkom tysięcy kobiet i ich sprzymierzeńców swoich racji, ani my nie przebijemy się przez gruby kokon (czy nie powinnam napisać "kaftan"?) przekonań, w które uparcie wierzą. Różnica między nimi a nami polega na tym, że my nie zmuszamy nikogo do swoich racji. To jeden z największych paradoksów prawicy – mając większość, chce forsować ustawy, w myśl których większość będzie miała jeszcze większą większość, przewagę nad słabszymi, gorzej ustawionymi w życiu i nieumiejącymi się bronić – i chodzi tu o życie jak najbardziej narodzone. Przy najmniejszej próbie oporu, dotknięci do żywego zwolennicy "racji mojszej" zasłaniają się frazesami o rzekomym braku tolerancji wobec ich – tak strasznie uciskanych w tym momencie – przekonań i praw. Praw, które na co dzień forsują większością w parlamencie. Praw, z którymi wchodzą do naszych żyć, domów i pod nasze kołdry.
Kończy mi się cierpliwość do kulturalnych dyskusji ze "znajomymi o odmiennych poglądach", bo są rzeczy, które nie są kwestią poglądów, ale praw człowieka, i mój podobno cywilizowany kraj ma zasrany obowiązek mi je zapewnić. Jasne, możemy kręcić się wokół własnego ogona i kulturalnie nie zgadzać się w kwestiach światopoglądowych, ale to do niczego nas nie zaprowadzi. Mam dosyć. W swoim ateizmie najbliżej mi do buddyzmu, ale nie wpierdalam się z jego naukami na siłę w życia innych ludzi. Nie będę dłużej udawać, że wasze głoszenie "dobrej nowiny" mnie nie rusza. W cywilizowanym świecie istnieje coś takiego jak prawo do prywatności. W tym momencie moje własne państwo – kraj pochodzenia, urodzenia, zamieszkania, kraj, w którym w sumie przez większość życia było mi dobrze – wkracza z butami w tę prywatność i właściwie molestuje mnie seksualnie.
Tzw. prolajferzy (których rozsądniej byłoby nazwać antylajferami) zasłaniają się banerami z Hitlerem i hasłami o mordowaniu dzieci – przywłaszczając sobie w obrzydliwy sposób historię i odwracając w tym kontekście kota ogonem. Tak wielu pięknych chłopców prawicy, po zwinięciu transparentu z demonem III Rzeszy, pójdzie napaść w imię tzw. miłości do ojczyzny dokładnie tych samych ludzi, których chciał wymordować Hitler – tych o ciemniejszej skórze, tych trzymających za rękę osoby tej samej płci. Także tych niepełnosprawnych intelektualnie i fizycznie, bo oni też zawadzali we wprowadzeniu w życie planu powstania wielkiego aryjskiego narodu niemieckiego w latach 40. XX wieku. Tylko te obrzydliwe lewaki ośmielają się wciąż bronić słabszych, przeszkadzając w realizacji planu tworzenia Wielkiej Polski.
Nie chodzi o mordowanie z zimną krwią zarodków, z których rozwinęłyby się uśmiechnięte dzieciaczki z zespołem Downa. Nie wierzę, że wciąż trzeba to powtarzać. Chodzi o dzieci tak zniekształcone i chore, że nie będą w stanie funkcjonować samodzielnie, cierpiące i powodujące cierpienie swoje i rodziców. A zresztą, o dzieci z zespołem Downa też – bo i one w końcu zostaną bez rodziców (człowiek starzeje się i umiera, taka kolej rzeczy). Zapraszam Was, szanowne kobiety prawicy, żebyście zorganizowały opiekę, zapewniły byt i wsparcie psychologiczne, a wreszcie tak elementarną rzecz jak miłość setkom, a może i tysiącom takich dzieci. Naprawdę czekam na taki gest z Waszej strony.

Halo, czy jest ktoś na sali? Ach, zapomniałam, już dawno porzuciłyście lekturę i poszłyście zajmować się swoimi zdrowymi dziećmi w swoich dostatecznie majętnych domach. Ewentualnie złapałyście za transparent ze zdjęciem martwego płodu pochodzącym z podziemia aborcyjnego, bo trzeba przecież pogonić tych wstrętnych lewaków i lewaczki, które regularnie fundują sobie ryzyko wykrwawienia się na śmierć, stosując drogą aborcję wykonaną w podziemiu jako metodę antykoncepcyjną. To przecież takie oczywiste i logiczne. 

[grafiki - Pogotowie Graficzne]